To jest wyrób medyczny. Używaj go zgodnie z instrukcją używania lub etykietą.
Inkontynencja a sport - HARTMANN Polska

Inkontynencja u sportowców – ciemna strona medalu

od HARTMANN Polska 06.08.2025

Trenujesz codziennie, przekraczasz granice, czujesz moc, ale czasem… Ciało mówi “stop”. Sukces w sporcie to często efekt lat intensywnych treningów, żelaznej dyscypliny i życia podporządkowanego wynikom. Nietrzymanie moczu to w tym kontekście kwestia pomijana, wstydliwa i bagatelizowana. Nikt nie mówi o tym otwarcie, a temat jednak wraca jak nieproszony gość – po skoku, przysiadzie czy maratonie. Warto spojrzeć na temat inkontynencji w sporcie „od środka” – tym razem bez wstydu.

W 2020 roku w Krakowie przeprowadzono badania u młodych kobiet chodzących na siłownię. 30‑40% z nich miało epizody nietrzymania moczu. Inne badanie – z 2024 roku w Warszawie – objęło 73 kobiety w wieku 18-35 lat, trenujące minimum dwa razy w tygodniu. 46,6% z nich miało objawy wysiłkowej inkontynencji. Co ciekawe, prawie 97% nie podejmowało żadnego leczenia! To pokazuje, że problem jest częsty, a jednocześnie bagatelizowany. Ogólna populacja dorosłych w Polsce (40+) też nie wygląda różowo – badanie LUTS Polska (badanie objawów dolnych dróg moczowych) wskazało, że nietrzymanie moczu dotyka dużą część ludzi, ale tylko niewielki odsetek zgłasza się po pomoc

Wysiłkowe nietrzymanie moczu a sport

W świecie sportu mówi się dużo o sile, wytrzymałości, formie. W życiu nakierowanym na sukces rzadko się rozmawia o jego kosztach, a jednym z nich jest problem z nietrzymaniem moczu. Pojawia się tam, gdzie ciało jest przeciążone. Skok, sprint, seria przysiadów z dużym ciężarem – i nagle coś się dzieje. U kobiet winne bywają mięśnie dna miednicy. Przy zbyt słabych, rosnące ciśnienie w brzuchu przy intensywnym ruchu sprawia, że nie są one w stanie powstrzymać wypływu moczu. Ryzyko rośnie przy uprawianiu przez panie sportów skoczno-biegowych. U mężczyzn – siłownia, ciężary, trójbój – to nie rzadkość. Jeśli do tego dochodzi masa ciała (ciągle powyżej normy), sprawa potrafi się pogłębiać.

Którzy sportowcy są najbardziej narażeni na inkontynencję

Szczególnie narażone są biegaczki, gimnastyczki, lekkoatletki, tenisistki czy kobiety podnoszące ciężary. Badanie, które ukazało się w International Urogynecology Journal, pokazało, że prawie połowa zawodniczek doświadczyła takich sytuacji w czasie treningów albo startów. To dużo. I jasno wskazuje, że problem nie jest jednostkowy.

Nie inaczej jest zresztą u mężczyzn. Szczególnie narażeni są ci, którzy ćwiczą siłowo – dzień w dzień, duże ciężary, duże napięcie. Z czasem takie obciążenia mogą sprawić, że mięśnie głębokie przestają działać tak, jak powinny, albo pojawiają się mikrourazy nerwów. W kulturystyce czy trójboju siłowym inkontynencja często pojawia się nagle – bez żadnych wcześniejszych ostrzeżeń. I równie często zostaje zignorowana. A problem nie dotyczy tylko starszych. Według badań z 2019 roku (Neurourology and Urodynamics), z nietrzymaniem moczu mogło zmagać się nawet 15% aktywnych fizycznie mężczyzn w wieku 20-45 lat.

Czytaj także: nietrzymanie moczu a ćwiczenia fizyczne.

Trening ciała nie zawsze oznacza trening mięśni głębokich

Na treningach każdy skupia się zwykle na tym, co widać – barki, brzuch, nogi... A mięśnie głębokie? Te, których nie widać w lustrze, często schodzą na drugi plan. Dno miednicy, czyli to, co trzyma wszystko od spodu, nie jest wyjątkiem. A to właśnie ono stabilizuje tułów i „amortyzuje” w trakcie wysiłku. Jeśli nie działa jak trzeba, zaczynają się kłopoty.

U wielu sportowców inkontynencja jest tematem niewygodnym i wstydliwym, bo wielu z nich uważa, że to „normalne przy ciężkich treningach”. Zdarza się, że wyciek uznaje się po prostu za koszt intensywnego trybu życia. To duży błąd! Im dłużej się ignoruje objawy, tym większe jest ryzyko, że sytuacja się pogorszy. Czasem zaczyna brakować skupienia, pojawia się stres, a nawet myśl o rezygnacji z kariery. W Australii przeprowadzono badanie – aż 1 na 5 zawodniczek rozważała odejście ze sportu z powodu problemów z nietrzymaniem moczu.

Co zrobić, by nie rezygnować ze sportu mimo inkontynencji

Nie trzeba od razu rzucać wszystkiego i kończyć z aktywnością fizyczną. Najważniejsze to zadbać o mięśnie dna miednicy – regularnie, świadomie, kształtować je podobnie jak przy bicepsach. To ważna część układu, który stabilizuje cały środek ciała. Problem w tym, że nie zawsze wiadomo, jak je w ogóle aktywować. Dobrze, jeśli ktoś pokaże, jak ćwiczyć – fizjoterapeuta, ktoś doświadczony w pracy z osobami aktywnymi. Czasem stosuje się też biofeedback – to metoda z użyciem specjalnych czujników, dzięki którym widać na ekranie, co się dzieje w ciele. Pomaga lepiej „wyczuć” właściwe mięśnie i trenować je skuteczniej. Gdy ciało już daje sygnały przeciążenia, warto na chwilę odpuścić: lżejszy trening, mniej skoków, mniej siły w przysiadach – i dać sobie czas na regenerację.

Przy epizodach nietrzymania moczu sportowcy sięgają też po dyskretne wsparcie – specjalne chłonne produkty, które można nosić w czasie wysiłku. Cienkie, dobrze dopasowane, nieprzeszkadzające w ruchu. To żadne „koło ratunkowe”, ale sposób na odzyskanie swobody. Można trenować bez stresu, że coś się wydarzy w nieodpowiednim momencie. Komfort wraca – a z nim pewność siebie.

Źródła: