Historia opatrywania i leczenia ran - HARTMANN Polska

Od wrzącego oleju po opatrunki hydrokoloidowe – historia postępowania z ranami

02.03.2021

Czym opatrywano rany, gdy nie było jeszcze opatrunków hydrokoloidowych i innych nowoczesnych produktów opatrunkowych, które znamy dzisiaj? Jak leczono rany 300, 500, 1000 lat temu i dawniej? Okazuje się, że historia medycyny, mimo że obfituje w genialne umysły i odkrycia, momentami przypomina historię tortur...

W opatrywaniu ran na przestrzeni tysiącleci wykorzystywano tak wiele różnych materiałów i substancji, że wydaje się, iż łatwiej byłoby wymieniać to, czym nie próbowano wypełniać rany lub tego do niej przykładać. Czasami przypadkiem,
a niekiedy metodą prób i błędów oraz analizy własnych obserwacji dochodzono do tego, że coś pomaga albo szkodzi, ale przez całe wieki w medycynie funkcjonowało niestety także wiele błędnych przekonań, których najboleśniejsze skutki odczuwali na własnej skórze pacjenci

Dawno, dawno temu... czyli leczenie ran u ludzi pierwotnych

Na podstawie zachowanych rysunków naskalnych sprzed dziesiątek tysięcy lat, analizy różnych znalezisk na stanowiskach archeologicznych, a także badań słynnego, zmumifikowanego „człowieka lodu” przypuszcza się, że ludzie pierwotni do leczenia ran stosowali między innymi: ziele dziurawca o właściwościach antybakteryjnych, przeciwzapalny
i działający ściągająco przywrotnik pospolity, a także żywokost lekarski, który przyspiesza ziarninowanie, a więc gojenie się rany. Wybory te były trafne, choć zapewne zupełnie przypadkowe. Prawdopodobnie, działając całkowicie intuicyjnie, osłaniano rany liśćmi, a dla uśmierzenia bólu polewano je wodą. Do maści, okładów i opatrunków na rany wykorzystywano ponadto miód i łój oraz glinę do tamowania krwi, a do zaleczenia płytszych czy mniej poważnych zranień używano mleka, pajęczyny, odchodów... Niestety, prehistoryczna medycyna pełna jest również tych bardzo złych decyzji, bo na liście stosowanych w leczeniu środków są także substancje bardzo szkodliwe, jak arszenik czy sole rtęci.

Medycyna starożytna i rozwój techniki zaopatrywania ran

W kulturach starożytnych do leczenia ran podchodzono bardziej świadomie. Ówcześni medycy zdawali sobie sprawę z tego, jak ważne jest oczyszczenie rany (co czynili na początku – niestety – przy pomocy gorącego oleju) czy konieczność zatrzymania krwawienia (np. przy użyciu surowego mięsa) albo usztywnienia złamania. Rozwinęły się techniki opatrywania ran (niektóre, jak m.in. czepiec Hipokratesa, stosowane są do dziś) i chirurgia. To w starożytności swój początek ma tzw. stripowanie rany, czyli zamykanie jej, poprzez zbliżanie do siebie jej brzegów za pomocą pasków układanych w poprzek. Dzisiaj są to specjalne plasterki, kiedyś paseczki płótna w połączeniu np. z żywicą.

Najstarsze pisemne przekazy medyczne dotyczące opatrunków i chirurgicznego postępowania z ranami pochodzą z ok. 2500 r. p.n.e. Przykładowe zalecenia i receptury z tego okresu brzmią obecnie dość zaskakująco...

Rozetrzyj w moździerzu wysuszone fusy winne, igły jałowca i suszone śliwki. Zalej to piwem. Wcieraj w ranę razem z oliwą, następnie owiń to skrzętnie. (...) Włóż do miedzianego moździerza: olej ze skór, terpentynę sośniny, kwiaty tamaryszku i stokrotki, (...). Rozcieraj a zmieszaj z piwem i mlekiem. Nałóż na ranę i nie zapomnij owinąć a wyzdrowiejesz wkrótce.

Oprócz oliwy, mleka, piwa oraz wina i octu (używanych później do dezynfekcji ran), a także innych ww. składników chętnie aplikowano na rany również ciepły miód (który działał jak antybiotyk i – przede wszystkim – pomagał „skleić” ranę. W niektórych rejonach „zatykano” zakażone rany pajęczyną ugniecioną z chlebem i śliną, co stanowiło pierwszą naturalną penicylinę. Nieustannie rozwijało się ziołolecznictwo.

Przełom w historii medycyny rozpoczął się w czasach Hipokratesa, którego uznaje się za ojca tej dziedziny nauki. Dokonano rozróżnienia na rany ostre i przewlekłe, choć stosowano oczywiście inne ich nazewnictwo (rany dobre i złe albo te świeże i te niegojące się). Różnicowano postępowanie w zależności od rodzaju rany. Rozumiano wpływ zakażenia na proces gojenia (jątrzące się rany pozostawiane były otwarte, aby swobodnie odpłynęła z nich ropa, maskując jedynie jej przykry zapach mirrą albo przemywano zainfekowane rany wodą, winem lub octem). Zaczęto odchodzić w leczeniu ran (i nie tylko) od zabobonów, koncentrując się na pacjencie, wywiadzie i badaniu. Tamowano krwotoki poprzez ucisk, wspomagając się zimną wodą, podwiązywano naczynia krwionośne. Starożytni lekarze wyodrębnili także cechy stanu zapalnego w ranie (zaczerwienienie, ucieplenie, obrzęk i ból), które funkcjonują do teraz
w diagnostyce objawowej.

Starożytna medycyna nie uniknęła jednak „wpadek” i pomyłek, czyli stosowania metod, które szkodziły zamiast pomagać, jak wspomniany już wrzący olej wylewany na ranę czy upuszczanie krwi po zatrzymaniu krwawienia lub zaopatrzeniu rany. Największym jednak błędem tej epoki (rozpowszechnionym kilka wieków po Hipokratesie) było absurdalne przekonanie, że obecność ropy jest niezbędnym warunkiem gojenia się rany, co spowodowało regres w medycynie i pokutowało jeszcze przez kilkaset lat!

Czasy nowożytne – nowe wyzwania w leczeniu ran

Wieki średnie to niestety zastój w historii medycyny w kontekście leczenia i opatrywania ran, choć były one coraz bardziej skomplikowane, bo pojawiły się rany postrzałowe – nieznany wcześniej rodzaj obrażeń. Niestety, głównie przyżegano je rozpalonym żelazem albo polewano gorącym olejem, od czego zaczęto odchodzić dopiero w XVI w. Dominowały też „cudowne maści” spreparowane np. ze szczeniąt gotowanych w olejku liliowym, insektów i weneckiej terpentyny albo mikstury o przedziwnym składzie (wywar z jaszczurek, krew gołębia, łój zmieszany z popiołem itp.), których zadaniem było wywołanie jak największego ropienia.

W epoce renesansowej i później poznano – co prawda – znacznie lepiej anatomię człowieka, ale nie przełożyło się to znacząco na postęp w medycynie, leczeniu ran czy tworzeniu innowacyjnych opatrunków. Rany szyto, przypalano i stale zmagano się z ciężkimi powikłaniami, a zakażenia w tamtym czasie były bardzo często śmiertelne. Aż do XIX w. trzeba było poczekać na znaczące zmiany w postępowaniu z ranami.

XIX stulecie to wiek antyseptyki. Lekarze, choć z dużymi oporami, zaczęli uświadamiać sobie w końcu, jak istotne jest w medycynie zachowywanie higieny. Dopiero wtedy zaczęto mówić o myciu rąk przed i po wykonaniu badania lub zabiegu, o odkażaniu narzędzi chirurgicznych, utrzymywaniu ran w absolutnej czystości... Pierwszą na świecie procedurę dezynfekcyjną dla personelu medycznego (przy zastosowaniu chlorowanej wody) wdrożono w 1848 r. Kilkanaście lat później założono pacjentowi z otwartym złamaniem pierwszy antyseptyczny opatrunek – zadziałał wzorowo. W tym samym czasie zaczęto przykładać znacznie większą wagę do czyszczenia ran. Obok przemywania i dezynfekowania, a także ewentualnego usuwania ciał obcych z rany, pozbywano się z niej także uszkodzonych tkanek lub fragmentów martwiczych. Pod koniec wieku wprowadzono także zwyczaj używania gumowych rękawiczek przy kontakcie z raną. Ostatecznie udowodniono istnienie mikrobów i zrozumiano, że powszechnie stosowane niedopuszczanie do rany powietrza (np. przy pomocy kauczuku) wcale nie jest słusznym postępowaniem.

Kolejne 100 lat wyróżnia ogromny postęp w opatrywaniu ran. Pojawiły się antybiotyki i coraz bardziej zaawansowane i zróżnicowane opatrunki, które miały różne właściwości. Eksperymentowano z wieloma materiałami i nasączano je różnymi substancjami, walcząc o to, by opatrunek był antyseptyczny, nieprzylegający do rany, by nie pozostawiał w niej włókien, wchłaniał wysięk... Podczas I wojny światowej z powodu braku odpowiednich środków opatrunkowych na rany wysiękowe zaopatrywano je... mchem. W okresie II wojny światowej eksperymentowano z ranami po oparzeniach, stosując celofan. W latach 60. ubiegłego wieku odkryto, że gojeniu ran sprzyja wilgotne środowisko, co doprowadziło 20 lat później do powstania opatrunków hydrokoloidowych, które pochłaniają kłopotliwy wysięk z rany, zapewniając jej jednocześnie najlepsze warunki gojenia.

W ostatnim 50-leciu stworzono wiele innowacyjnych rozwiązań. Nowoczesne techniki leczenia i materiały do opatrywania ran pozwalają poradzić sobie z wydzieliną, nie wysuszają rany, chronią ją przed bakteriami, nie przywierają, nie wymagają częstej zmiany, uśmierzają ból i przyspieszają proces gojenia. Dziś wiadomo już, jak radzić sobie z zakażeniem i leczyć trudne rany przewlekłe, a wysoko wyspecjalizowane opatrunki są powszechnie dostępne.

***

Mimo że historia medycyny i opatrywania ran przypomina czasami historię tortur, jej badacze sugerują, że błędów nie da się uniknąć. Być może dziś nie moglibyśmy korzystać ze skutecznych sposobów leczenia ran i nowoczesnych opatrunków, gdyby wcześniej nie wkładano czy nie przykładano do ran roślin, owadów, gliny, odchodów, zwierzęcego tłuszczu itd. albo nie polewano ich olejem czy alkoholem. Wszystko, nawet celowe prowokowanie zakażenia, żeby „wyleczyć” ranę doprowadziło nas, choć bardzo krętą drogą, do zdobyczy współczesnej medycyny.


Źródła:

  1. Historia opatrywania ran (The history of wound dressing), Jerzy Aleksander Król, Jan Bylica, Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (https://media.proquest.com/media/hms/PFT/1/zvOgG?_s=BKPJ1oOxj2LBBxlVWHywCbzAcBM%3D);
  2. Historia leczenia ran, Anna Różańska, Magdalena Nowak, Studenckie Koło Naukowe przy Oddziale Chirurgii Ogólnej i Naczyniowej, Międzyleski Szpital Specjalistyczny w Warszawie (http://sknchirurgiamiedzylesie.wum.edu.pl/abstract/OSKA/rany.html).