Leczenie i opatrywanie oparzeń - HARTMANN Polska

Oparzenia i odmrożenia – dawniej
i dziś

05.05.2021

Oparzenia i odmrożenia to wypadki, które zdarzały się ludziom od zawsze, ale nie zawsze mieli oni pod ręką specjalistyczne opatrunki na takie rany. Jak więc kiedyś – przed erą hydrożeli i hydrokoloidów – „radzono sobie” z poparzoną skórą czy odmrożonymi częściami ciała?

Jak w prawie każdym rozdziale historii medycyny, również w przypadku leczenia i opatrywania ran termicznych, spektakularne sukcesy poprzedzone są latami, a nawet całymi wiekami eksperymentów, wpadek i błędnych teorii. Oparzenia i odmrożenia sprawiały dawnym medykom wiele problemów, bo długo nie rozumiano specyfiki tych obrażeń, a także ich ogólnoustrojowych konsekwencji

Leczenie i opatrywanie oparzeń na przestrzeni wieków

Starożytni traktowali ranę termiczną tak samo jak każdą inną. Powszechnie stosowano więc, przedziwne z dzisiejszego punktu widzenia, specyfiki i metody leczenia: maść z żywicy i miodu, smarowanie oparzenia błotem czy krowim łajnem, ale także okłady z arbuza z dodatkiem ochry i opiłkami miedzi. W różnych częściach świata pojawiały się również: aplikowany miejscowo wyciąg z liści herbaty, środek z klarowanego masła z wyciągiem z kory figowca, świński smalec zmieszany z pyłem ze świńskiej szczeciny, okłady z octu winnego i kory dębu... Miejscowo przykładano do rany pooparzeniowej w większości przypadków niestety to, co na oparzenia szkodzi, a nie pomaga. I tak było aż do wieków średnich.

W średniowieczu opatrywanie oparzeń nie odnotowało przełomu, ale na niektórych terenach z powodzeniem stosowano wtedy chłodzenie rany, które przynosiło poparzonej osobie dużą ulgę. Używano do tego lodu i śniegu. Niestety, metoda ta nie zyskiwała popularności ani aprobaty wśród lekarzy.

Nowy trend w leczeniu oparzeń zapoczątkował wybitny, renesansowy chirurg Ambroise Paré, który opatrywał rany oparzeniowe cebulą. Ten sposób – jako popularna, domowa metoda radzenia sobie z lekkimi urazami termicznymi – przetrwał zresztą do dziś. Mimo wielu osiągnięć, które miał on na swoim koncie (jak choćby wynalezienie kleszczyków do zaciskania naczyń krwionośnych podczas amputacji, co znacznie zmniejszyło śmiertelność w takich przypadkach, czy oficjalna krytyka powszechnego wtedy przyżegania ran i zalewania ich gorącym olejem) pozostawał niestety w błędnym przekonaniu, że ogrzewanie rany po oparzeniu jest korzystniejsze, niż jej chłodzenie.

Jeszcze większe zainteresowanie ranami oparzeniowymi odnotowano w XVII wieku, kiedy w literaturze fachowej zaczęły się pojawiać kolejne opisy postępowania w przypadku ciężkiego oparzenia (przyżegano i nacinano strupy oparzeniowe, a także blizny po oparzeniach, które powodowały przykurcze) oraz klasyfikowano urazy termiczne, już wtedy dzieląc je na grupy oznaczone stopniami (początkowo były trzy stopnie, w kolejnych wiekach pojawiały się jednak inne podziały – na cztery, potem sześć stopni i znowu na trzy). To wszystko jednak nie dotykało clou problemu, bo nadal nie rozumiano, co tak naprawdę dzieje się w organizmie na skutek rozległych oparzeń.

Dopiero w połowie XIX wieku dostrzeżono nieco więcej – na przykład to, że oparzenia wymagają dostarczenia płynów – od środka i wilgoci z zewnątrz. Poparzonych pacjentów zaczęto nawadniać i zalecać im kąpiele.

W ubiegłym wieku leczenie oparzeń znowu zyskało. Rozwinęły się metody szybkiego oceniania stopnia rozległości oparzenia – to między innymi stosowana dziś reguła dziewiątek. Zaczęto aplikować antybiotyki w walce z powikłanymi ranami termicznymi, a miejscowo na oparzenie nakładać środki antybakteryjne.

Dziś stoimy całkiem nieźle w tej dziedzinie. Opatruje się oparzenia nowoczesnymi opatrunkami hydrożelowymi, a najpoważniejsze przypadki leczy, stosując przeszczepy skóry i/lub wykorzystując, niedawno wynalezioną, skórę syntetyczną.

Odmrożenia, tak jak oparzenia, też mają swoją historię...

Najwięcej ran odmrożeniowych, podobnie jak tych oparzeniowych, ujawniało się przez wieki na polach walki i to tam próbowano sobie zwykle z nimi jakoś radzić – niestety raczej z marnym skutkiem. Już w starożytności opisano, co dzieje się z odmrożoną częścią ciała po jej ogrzaniu i jak wygląda martwica w przypadku odmrożenia. Nie było jednak żadnej efektywnej metody postępowania w takich sytuacjach.

Intensywniej zajęto się tą tematyką w XIX wieku, kiedy to dwaj francuscy lekarze zainteresowali się skutkami działania niskich temperatur na ciało człowieka. Jeden z nich (Pierre Jean Moricheau-Beaupré) – niestety – stał na stanowisku, że w przypadku odmrożenia, należy danej części ciała dostarczyć energii z zewnątrz, która to energia miała pochodzić z zimnego źródła. Dlatego (i pomyłka ta pokutuje do dziś) nacierano odmrożone kończyny śniegiem. Drugi natomiast (Dominique Jean Larrey) słusznie porównywał odmrożenia z oparzeniami.

Jeszcze w ubiegłym stuleciu nadal odnotowywano wiele amputacji kończyn powodowanych odmrożeniami. Poszkodowani (głównie podczas II wojny światowej) próbowali ratować się, nacierając odmrożenia gęsim smalcem, a nawet obwiązując obumierające części ciała szmatami nasączonymi klejem.

Dopiero później opracowano optymalną metodę leczenia odmrożeń, bo do lat 40. XX wieku panowało przekonanie, że odmrożenia nie należy ogrzewać. Dziś stosuje się kilkudziesięciominutowe (pół godziny do godziny), ciepłe kąpiele wodne w stałej temperaturze (37 do 39 stopni Celsjusza lub według innych źródeł 40 do 42). Dobranie właściwej temperatury do danego przypadku jest bardzo istotne, bo zbyt niska nie daje właściwych korzyści, a za wysoka stwarza ryzyko oparzenia. Uwaga! W terapii odmrożeń nie należy stosować suchego źródła ciepła (na przykład nawiew ciepłego powietrza).

***
Historia medycyny również tym rozdziałem (poświęconym ranom termicznym) udowadnia, że droga do najlepszych terapii zawsze – niestety – jest długa, kręta i wyboista.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na podstawie: Krótka historia opatrywania ran termicznych, Jerzy Aleksander Król – Medycyna Paliatywna 3/2020 (termedia.pl)

Rozmrażanie i klasyfikacja – Wytyczne – Ratownictwo – Medycyna Praktyczna (mp.pl)